Zadzwoń do Saula
@Netflix

Zadzwoń do Saula. Serial o psychice ludzkiej. RTX 10

Zadzwoń do Saula. Serial o psychice ludzkiej. Pierwotnie miałem w tej recenzji filmowej dać inny podtytuł ale przy pisaniu postanowiłem zmienić pierwotne założenia. O czym miałem pisać i dlaczego wyszło ostatecznie coś innego dowiecie się w dalszej części tekstu. Zapraszam!

Ale najpierw był Breaking Bad

Tak. Serial Zadzwoń do Saula nie jest samodzielną produkcją. Mówię tu tylko i wyłącznie w kontekście odniesienia czasowego powstawania produkcji. Najpierw na naszym pięknym (czasami) świecie pojawił się wspaniały serial Breaking Bad. Serial Zadzwoń do Saula miał być jakby rozwinięciem pewnych motywów, wątków, postaci. Okazało się, że powstała tak wysokiej jakości produkcja, że szybko zaczęła obrastać w kolejne sezony. Zawdzięczamy to reżyserowi (Vince Gilligan). To dobrze, że mamy tego samego reżysera w obu produkcjach gdyż dzięki temu udało się do omawianego serialu przenieść to co tak przykuwało uwagę w Breaking Bad (przynajmniej moją) czyli sposób opowiadania historii, nacisk na akcenty i smak artystyczny objawiający się w motywach muzycznych ale co bardziej rzuca się w oczy w odbiorze wizualnym.

Gdybym nie wiedział, że oba seriale są ze sobą powiązane to i tak poczułbym silne uczucie, że jednak coś je łączy. To czuć na bardzo wielu płaszczyznach. A ponieważ to jest bardzo dobrej jakości to tym bardziej nasze zmysły są pobudzone, wyostrzone i podpowiadają nam, że oglądając Zadzwoń do Saula znaleźliśmy się w znajomym miejscu.

Zadzwoń do Saula

Gdybym miał opisać ten serial, o czym on jest to napisałbym, że jest to dogłębne zajrzenie w relacje pomiędzy ludźmi. Wcale nie napisałbym, że jest to studium upadku. Nie napisałbym też, że jest to rozwinięcie wątków poruszanych w pierwowzorze. Nie napisałbym też, że jest to serial o przemianie człowieka.  A już na pewno nie napisałbym, że to historia o człowieku, który pracował po godzinie na poczcie by zdobyć wykształcenie (a taką bzdurę znalazłem w topowych wynikach wyszukiwania w Google). Ogólnie to nie napisałbym tego, co można znaleźć w polskim Internecie. A wiecie dlaczego tego wszystkiego bym nie napisał?

Bo ja obejrzałem ten serial w odróżnieniu od innych którzy co najwyżej “przejrzeli” sobie kolejne odcinki. Różnica jest taka jak pomiędzy przeczytaniem książki a skrótu czy ściągawki traktujących o tej książce. Niby ogólnie wie się to samo. Ale ogóły to nie szczegóły. A jak wiemy to diabeł tkwi właśnie w szczegółach.

Kto jest głównym bohaterem?

Zapewne wielu wykrzyczałoby w pierwszej chwili “To Jimmy!” (dla wyjaśnienia: Jimmy McGill to Saul Goodman czyli nasz tytułowy Saul do którego się dzwoni). Ja natomiast dopowiedziałbym: “poczekajcie, zastanówcie się”. To nie jest takie oczywiste kto jest głównym bohaterem w tym serialu. A przynajmniej w pierwszych dwóch sezonach. Zresztą, ja bym powiedział, że Jimmy to spoiwo, które jest zawsze. Ale czasami (a czasem często) schodzi na plan dalszy. 

W komentarzach czuć, że ludzie odbierają ten serial poprzez Saula. Oczywiście. Przewijają się też inne postacie niemniej Saul jest najważniejszy. Toczą się dyskusje o jego decyzjach, przemianach, wyborach itp itd. Inne postacie, inni bohaterowi bledną przy Saulu. Ich decyzje, ich rozterki nie są istotne.

Obrazoburczo napiszę, że dla mnie historia Saula to tło. Tło dla innych wspaniałych kreacji. A jest ich wiele. I te małe i te duże. Dopieszczone w szczegółach. Gdybym miał podać, które mi się podobały to lista byłaby długa. W serialu tym obdarzono pewnego rodzaju głębią naprawdę wielu bohaterów. I jest to zrobione mistrzowsko. Podam przykład. Taki mały. Taki by nie psuć zabawy z obcowaniem z tym serialem.

Mamy taką postać jak Howard Hamlin (świetna rola – Patrick Fabian). Odbieram tą postać jako śliską, bezwzględną, bez uczuć, fałszywą. Mamy sceny gdy niezadowolona z zaciętym wyrazem twarzy idzie przez korytarz by oblec swą twarz w fałszywy uśmiech tuż przed spotkaniem z klientem. Takie zakładanie maski. 

I za jakiś czas mamy scenę, jak na chwilę kolejny raz ściąga maskę. Ale okazuje się, że ściąga maskę z maski by ukazać swą prawdziwą twarz. Twarz człowieka z krwi i kości i z emocjami i z niespełnieniem i z pewnego rodzaju wypalonego na duszy symbolem bólu. I to trwa chwile, mgnienie, dosłownie kilka zdań na ekranie. Świetna scena. Świetnie zagrana. Świetnie umiejscowiona.

Maska zdarta z maski.

Zresztą tych mniejszych i większych smaczków związanych z wejrzeniem w głąb ludzkich uczuć i myśli jest o wiele więcej.

Czy Saul przechodzi przemianę?

I znów burzę domek z kart tak cierpliwie zbudowany przez świat Internetu. W mojej ocenie Saul nie przechodzi przemiany. Po prostu krystalizuje się u niego jego prawdziwa osobowość. I właśnie to jest piękne i warte podkreślenia. Bo Saul i jego wewnętrzne “ja”, jego historia to opowiedziane inne przesłanie. Nie związane z przemianą. O nie. Te przesłanie, które zresztą wyraźnie wybrzmiało w serialu bo przecież dobitnie i jasno wypowiada je Jimmy brzmi mniej więcej tak: “żyj w zgodzie z własnym ja” a w skrócie “bądź sobą”. I nie istotne jest czy to będzie lepszy czy gorszy wybór w ocenie otoczenia. Istotne, że to będzie najlepsze dla Twojej psychiki, spójne z Tobą. Nie rób nic wbrew sobie bo inaczej będzie to pewnego rodzaju gwałt na twojej osobie.

Oczywiście liczne czynniki zewnętrzne utrudniają dojście do punktu w którym Jimmy zacznie żyć w zgodzie z własnym ja. Przez długi czas targany jest emocjami i popełnia błędy życiowe wynikające z walki pomiędzy oczekiwaniem środowiska a oczekiwaniem jego duszy. Bo te jego wewnętrzne rozdarcie to ból i i wiecznie trwająca wewnętrzna walka powodująca za często błędne decyzje.

I to co napisałem, na pierwszy rzut oka kwalifikuje się do nazwania tego jednym słowem czyli “przemiana” ale ze względu na fałszywe (w mojej ocenie) nadane znaczenie temu słowu przez wielu komentujących w odniesieniu do tytułowego Saula nie chcę go używać. Bo nie chodzi o to, że Jimmy (nazwijmy to jako echo dobrego człowieka) przemienia się w Saula (złego). Chodzi o to, że człowiek ten zawsze był Saulem. On tylko przez jakiś czas bywał Jimmym. Bo tak chciało środowisko. bo tak wypadało.

I powoli kończąc ten wątek napiszę jedno: dla mnie Saul nie jest złą postacią. Nie jest moralnie zły. To postać jak zdecydowana większość innych postaci w tym serialu “szara”. Trudno wydać jednoznaczny wyrok. I to jest piękne w tym serialu. Wodzi nas za nos. Pokazuje wstępny obraz fałszywy. Albo krystalicznie biały albo krystalicznie czarny by za jakiś czas dodać element, który zmienia tą jednoznaczność w jedną, wielką niejednoznaczność. Bo ludzie zazwyczaj nie są jednoznacznie źli lub dobrzy. Są różne okoliczności “łagodzące” albo “obciążające”. Takie jest życie. Nieprzewidywalne i nigdy proste. Są zakręty. Są wybory. Właśnie o tym jest ten serial. O wyborach, kłodach rzuconych pod nogi i analizie jak to wpływa na osobę i jej relacje międzyludzkie.

Już naprawdę kończąc: w serialu tym mamy wiele bólu związanego z obawą przed otworzeniem się przed drugą osobą. Jakie to… prawdziwe.

Czy w tym serialu są przemiany bohaterów?

Za to mamy inne przemiany. Te “prawdziwe” jak chociażby:

  • Mike Ehrmantraut (grany przez: Jonathan Banks)
  • Kim Wexler (grana przez: Rhea Seehorn)

Takich przemian jest więcej. Ale w mojej ocenie te dwie są na swój sposób najciekawsze. No i możemy obcować z tymi postaciami w początkach tego serialu. Obie przemiany są podobne. W mojej ocenie obie postacie przeszły podobną odległość. To znów zaskakujące stwierdzenie. Z dwóch powodów.

  1. rola Mikea jest o wiele bardziej rozbudowana (nie chodzi o czas na ekranie a o ilość informacji jaką dostajemy o postaci)
  2. Mike zachodzi bardzo daleko na drodze do “zła”. Dalej od Kim

To powoduje, że mylnie odbieramy  postać Kim. Wydaje nam się “mniejsza”. Oczywiście są komentarze mówiące, że jest to o wiele lepsza postać kobieca niż  role kobiece w Breaking Bad. Ale znów dużo jest komentarzy mocno deprecjonujące te role w BB. Na swój sposób wychodzi na to, że rola Kim jest lepsza od strasznych ról w BB co już nie brzmi tak entuzjastycznie. Zresztą ciężko znaleźć uzasadnienie w komentarzach dlaczego ta rola jest lepsza.

Jeżeli chodzi o moje zdanie to zacznę od tego, że w Breaking Bad mamy świetne role kobiece (ale uzasadnienie znajdziecie w mojej oddzielnej recenzji tego bardzo dobrego serialu). Wracając do Kim – wspaniała rola, wspaniale przedstawiona postać i bardzo wdzięczna w odbiorze. Jest tu zachowany balans pomiędzy “super tajemniczością” a “podaniem odpowiedzi na tacy”. Uważny widz, skupiony by odbierać rolę Kim z łatwością zauważy kunszt i aktorski i reżyserski.

Dla przykładu: Chuck wyjawia Kim w obecności Jimmego w jaki sposób Jimmy sfałszował dokumentację banku. Reakcja Kim, jej wewnętrzna walka, jej riposta w połączeniu odreagowaniem gdy była już sama z Jimmym – naprawdę dobra scena. Mnóstwo się dzieje w krótkim czasie. I jest to ledwo zauważalne, łatwe do przeoczenia. Zapraszam byście sobie jeszcze raz obejrzeli tą scenę.

Podsumowując: są w tym filmie przemiany ale by je dostrzec trzeba porzucić Jimmego (i opinie w Internecie).

Wracając do tych moich dwóch podpunktów w tej części recenzji. Warto pamiętać w jakim momencie poznajemy tych dwóch bohaterów. Kim byli. Jaką postawę moralną tych bohaterów zaprezentowali nam twórcy serialu. Nie chcę za dużo ujawniać ale Mike już od samego początku był o wiele mroczniejszy niż Kim. Mike, jak napisałem wcześniej, zaszedł o wiele dalej na drodze zła niż Kim ale pamiętajmy skąd wyruszył. To była według mnie dość krótka podróż. Biorąc pod uwagę moment skąd zaczynali bohaterowie i gdzie skończyli w mojej ocenie, jakbym miał przeistoczyć się w sędziego, dopuścili się oboje obniżenia swoich standardów w podobnych proporcjach.

To co piszę to tylko rozważania, jedno z setek. Serial ten naprawdę dostarcza dużo materiału do takich zabaw myślowych. I dlatego mi się tak podoba.

Dawkowanie informacjami

W sumie jest to nawiązanie do poprzednich moich zdań. Trochę jednak więcej o tym napiszę (a raczej wyjaśnię bardziej) gdyż jest to kolejny punkt, który spowodował, że mocno polubię lm ten serial. Dawkowanie informacji..

  1. dla tych co oglądali: retrospekcja, Chuck, szpital, matka
  2. dla tych co nie oglądali: serial przedstawia nam postać z pewnym pakietem informacji. Postać jest tak prowadzona, że powoli mamy jej dość, jest męcząca, na swój sposób odpychająca. To nie jest silne uczucie ale powoli idzie to w kierunku “znielubienia” bohatera. Na pewnym etapie zostaje wywrócony stoliczek przez umiejętnie przekazaną nam pojedynczą informację. Zaczynamy mieć uczucie współczucia, żalu ogólnie o pozytywnym nacechowaniu. Nie gwałtowne.  Zatrzymaliśmy się z tym delikatnym znielubieniem, a z drugiej strony nie możemy mimo wszystko polubić. Taka nieoczywistość, niejasność w odbiorze postaci. Ja bym to co podaje nam w ten sposób serial nazwał jako lekcję pokory dla widza. By nie wyrabiał sobie opinii do końca. By był gotów ją zmienić. Jest to równocześnie wspaniała lekcja związana z życiem. Bo w życiu też warto zostawiać sobie marginesy. Warto zastanawiać się a nie od razu wyrabiać w sobie ostateczną opinię. Gdyby ludzie tak się zachowywali dużo mniej byłoby “hejterskich” komentarzy. Ostrych i nie bójmy się tego nazwać: po prostu głupich komentarzy.

Nie ma czarnego i białego. Są tylko odcienia szarości

To rozwinięcie poprzedniej myśli. Niestety znów muszę delikatnie uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić malutki fragment serialu. Chuck przekazuje nam informacje o tym jak Jimmy okradał sklep ojca. A później dostajemy retrospekcję Jimmego. Jak to wyglądało z jego strony. Nie wiem jak u Was ale u mnie pojawiły się uczucia, myśli typu – może ja bym tego nie zrobił, może nie pochwalam ale w sumie jakoś już rozumiem. Już nie mam tak jednoznacznej, kategorycznej złej opinii. Już są odcienia szarości.

Osobiście jestem zachwycony sposobem w jaki ze mną bawi się reżyser. Podoba mi się sposób przedstawienia historii i podoba mi się ukryta głęboka nauka.

A co więcej. Nie wiem czy zauważyliście ale:

  1. serial opowiada o prawnikach, prawie w USA
  2. jak wiemy w Sądzie liczą się “wątpliwości”. Poddanie czegoś w wątpliwość, zasiania ziarna niepewności może skutkować sukcesem w rozprawie sądowej.
  3. jeżeli serial poddaje w wątpliwość naszą wstępną opinię o danym bohaterze i jeżeli ten serial opowiada o prawnikach to jak to inaczej nazwać niż tym słowem: majstersztyk?

Mam nadzieję, że zrozumieliście co chciałem powiedzieć. To tak jakby jeść lody waniliowe i by oprócz oczywistości czyli smaku i węchu i wzroku dołączyć słuch. Że muzyka w tle też jest “waniliowa”. Jest to najwyższej próby serial. Mistrzowski.

Relacje międzyludzkie

W serialu tym poruszonych jest wiele wątków takich relacji. Są mniejsze i są większe. Mam wrażenie, że dlatego ta produkcja ma wysokie noty bo przedstawia powody takich relacji. Dlaczego trwają i dlaczego nie upadają. Tu nie ma prostego wtłoczenia w umysły widzów założeń typu: w policyjnym aucie jeżdżą od 20 lat policjanci więc muszą być zżytymi partnerami, kolegami/koleżankami. O nie. Serial ten naprawdę podaje dużą ilość informacji. Jest wyjaśnienie dlaczego ta osoba lubi przebywać w otoczeniu innej a nie lubi mieć kontaktów z kolejną. Czasami jest to szybkie i łatwe danie. Czasami jest to uczta na wiele odcinków lub sezonów. Ale mamy te wyjaśnienia.

Warto ten serial śledzić nie tylko dla pojedynczych bohaterów ale też dla tych relacji międzyludzkich. I nie chodzi mi tylko o relację Kim/Saul. Oczywiście, że jest ona najciekawsza. Szczególnie działania Kim w tej relacji przymilna mi obraz słońca okrążającego czarną dziurę, która wysysa, czerpie energię z tego kosmicznego źródła światła.

Kim

Wspomniałem wcześniej Kim. Pisałem, że jest to ciekawa postać. Ciekawa jeszcze z jednego powodu. Nadmieniłem, że doszło do pewnej przemiany u tej bohaterki. Trochę rozwijajac wątek: poznajemy ją jako wzorową prawniczkę. Jej relacja z Saulem się rozwija. Saul to na swoj sposób zły duch. Mamy zarysowaną przesżlość Kim (fundamenty, wspomnienie z dzieciństwa). Poznajemy środowisko w jakim się obraca. Jej idealne zachowanie jest podyktowane wymogami tego środowiska. Ale mamy tą relację. W trakcie jej trwania następuje przemiana u Kim. Mamy peknięcia, które powodują przesunięcie jej dość mocne (biorac pod uwagę nasze pierwsze wrażenie) w kierunku negatywnych zachowań.

Ale pisałem też, że serial zaskakuje. Na swój sposob bawi się z namim. Nic nie jest czarno białe. Postać Kim znów się przemienia. Wraca w kierunku “dobra”. Ale nie do końca. Trochę to przypomina bojkę na wodzie. Buja się lewo i prawo. Jeżeli nie ma bodźców dodatkowych to po pewnym czasie osiąga swój stabilny punkt.

I Kim taki punkt osiąga. Osiąga go w momencie jak jej “ja” jest prawdziwe. Odarte z przymusu. Ciekawe jest to jak reaguje środowisko. Uważa, że to wina przebyania z Saulem. Bo to “zły duch”. Pisałem wcześniej, że Saul to postać, która nie wprost się przemienia. To jest tylko dązenie do osiągnięcia swojego punktu równowagi. Podobnie jest z Kim. Jednak u niej w odóznieniu os Saula można mówić o tej “przemianie” śmielej. Saul zawsze był w rozdarciu. Ja nie widzę w tym serialu momentu gdy był dłużej w wymuszonej pozie. Te drugie ja co chwila dawało o sobie znać.

Za to Kim to jak uśpiony wulkan. Ona długo trwała w fałszywej dla siebie pozie. U niej jest widoczny proces przeistoczenia się. I Saula jest tylko proces skrystalizowania. Kim, jak już wspomniałem to fantastyczna postać. Jest jeszcze jeden powód dlaczego. Otóż obrazuje ona pewną drogą życiową. Pewne utrudnienia ale możliwe do osiągnięcia szczyty. Tak samo Saul.

Weźmy te dwa przykłady i przejdźmy do następnego tematu czyli:

Wpływ środowiska

Jest taka scena jak komisja ocenia dzieciaci. Ich przeszłość, zalety, prace, wypowiedzi. Ta komisja rozdaje nagrody. Sowite. Saul jako jedyny oddał głos za nieśmiałą dziewczynką. Dziewczynką, która ma wiele zalet. Niemniej popełniła czyn niegodny w szkole w dawniejszych czasach. Jest wpis. Te wymuskane na zewnątrz środowisko skreśliło ją z tego powodu. Dla tego środowiska jest to osoba wykluczona. Nigdy nie pozwolą jej wzbić się.

Z powodu jednego czynu. Nie ma drugiej szansy. Jedynie Saul, którego losy dobrze poznaliśmy jest w stanie dać drugą szansę. Ten Saul, mający czasem chochlikowy, zły charakter jest jedynym, który nie odrzuca tej dziewczynki. Kto tu jest tak naprawdę dobry? Jak już pisałem – wspaniały serial. Mnóstwo wątków, czasem mignięć a można pisać i pisać.

Breaking Bad czy Zadzwoń do Saula?

W Internecie spotkałem się z opiniami, że Zadzwoń do Saula jest lepszy od BB. Że twórcy poprawili te nieliczne niedoskonałości i zrobili dzieło niemal idealne. Biorąc pod uwagę to co napisałem w fragmencie dotyczącym “odcieni szarości” mógłbym przyznać rację.

Zadzwoń do Saula czy Breaking Bad?

Spotkałem się też z opiniami, że Zadzwoń do Saula jest świetny sam w sobie. Że nie musimy w ogóle oglądać Breaking Bad (albo że możemy obejrzeć dopiero po “Saulu”) bo to nie ma wpływu na jakość odbioru. Te opnie mówią, że mam do czynienia po prostu z samodzielną, świetną produkcją.

W pewien sposób się zgodzę. Na początku trochę liczyłem na duże nawiązania do BB i każde z nich w tym serialu witałem z uśmiechem. Później przestałem o tym myśleć i po prostu oglądałem Zadzwoń do Saula jako samodzielny, bardzo dobry serial.

Sądzę, że jednak..

Nie ma sensu usiłować wykazywać co jest lepsze. Ok. W naszych rozważaniach zapominamy co było pierwsze!  Zespół, ekipa filmowa, twórcy wyszkolili się na Breaking Bad i tak jak wspomniałem na samym początku przenieśli klimat, poczucie znajomych kapci na wielu płaszczyznach. Faktem jest, że serial Zadzwoń do Saula jest świetny niemniej nie powstałby a jeżeli już nie miałby tak dobrego odbioru gdyby nie serial Breaking Bad. Dostaliśmy więcej, lepiej, mądrzej, dojrzalej.

Ale czy aż tak bardziej? Nie. Ja bym powiedział, że po prostu przeniósł się środek ciężkości albo trochę o czymś innym jednak opowiada ten serial niż przecierający szlaki do serc widzów BB. To jest moje subiektywne stwierdzenie ale nawet gdyby BB był trochę gorszy to był pierwszy. A “pierwszy” przeciera szlaki i popełnia błędy. Więc musimy, jeżeli chcemy być uczciwi, uwzględniać to w naszych ocenach i mniej być aż tak surowi w ocenach.

Osobiście uważam, że oba seriale zasługują na najwyższą notę. Nie ma lepszego czy gorszego. Oba są wspaniałe.

W jakiej kolejności oglądać?

Trochę nawiązując do myśli sprzed chwili. Liczni zachwalają sobie oglądanie serialu Zadzwoń do Saula bez wcześniejszego obcowania z BB. Sam zresztą napisałem, że w pewnym momencie odpuściłem sobie obciążenie w oczekiwaniu na większe nawiązywania do BB i oglądałem po prostu kolejny, świetny serial.

Ale napisałem też, że serial ten lubi bawić się z widzem. Trochę to trwało ale dotarłem do sceny, której wymiar, wydźwięk i emocje, które ja poczułem, były możliwe TYLKO dlatego, że oglądałem wcześniej Breaking Bad. Mówię tu o restauracji i o tym jak Jimmy grzebał w śmietniku. Odpiął sobie zegarek dla ukrycia swoich intencji. Właściciel restauracji pomógł mu znaleźć w śmieciach zegarek.

Ta scena pokazuje jak blisko przepaści był Jimmy. Ale by sobie uświadomić skalę tej przepaści trzeba mieć za sobą wiedzę wyniesioną z Breaking Bad. Zresztą, jest to jedna z najlepszych scen gdzie do serialu Zadzwoń do Saula wprowadzone jest nawiązanie z BB.

Ta jedna scena całkowicie skrystalizowała moją opinię co do kolejności oglądania. Tu jedynym słusznym wyborem jest oglądanie Breaking Bad a dopiero później Zadzwoń do Saula. Nie słuchajcie innych opinii.

W tym momencie mogę zakończyć moją zabawę z jakiem i kurą. Kura wygrywa. Nie tyle że jest wspanialsza. Ona po prostu jest pierwsza i do niej zaczyna się wszystko.

Zadzwoń do Saula
@Netflix

5 Sezon

Specjalnie wyszczególniłem w swoich rozważaniach ten sezon. Jest ona na swój sposób przełomowy. Z dwóch powodów. Oto one:

  1. do piątego sezonu mamy mimo wszystko inne tempo. Mniejsze jakby powoli zawiązywanie intrygi. Oczywiście jest to ogromna operacja i jakby tego nie czujemy w trakcie oglądania. Pomaga nam wcześniejsze obcowanie z Breaking Bad. Dzięki temu wiemy, że zbliżamy się do pewnego etapu, nieuchronnie. Że nasza podróż w sumie dobiega końca.  Przybycie 5 sezonu to podkręcenie tempa. Jest mocniej. Coraz bardziej przypomina mi to Breaking Bad. Ale znów jesteśmy na swój sposób oszukiwani przez nas umysł. Ale czy na pewno? Bardziej to przypomina BB z końcówki niż BB z początku. I słusznie! Przecież BB też możemy rozdzielić na dwa etapy. Wolniejszy i szybszy. Mniej i bardziej mroczny.
  2. w piątym sezonie dostaliśmy dwa w jednym. Niektóre odcinki są wyśmienite. A jeden to jedna z lepszych komedii jaką obejrzałem w ostatnim czasie. Ale znów – każdy zachwyca się nad tym sezonem ale mam wrażenie, że łatwo pominąć kwestie najważniejsze. Jest on przełomowy jeżeli chodzi o psychikę, emocje, rozterki dla niektórych bohaterów. Jest to podane brawurowo i z najwyższym kunsztem. Łatwo to przeoczyć czego Wam nie życzę.

I tak już kończąc moje przemyślenia w tym temacie: nie uważam, że aż tak bardzo sezon ten odstaje od wcześniejszych. Są liczne opinie w Internecie, że ten sezon jest wybitny. Ja bym powiedział, że dla mnie ten sezon jest wybitny bo poprzednie, dające podwaliny były tak samo wspaniałe.

Zdjęcia, muzyka, efekty

Pisałem już wcześniej o wspaniałych ujęciach. Muzyka i ogólnie podkład dźwiękowy dobrany jest idealnie. Nie przerysowuje, nie przeszkadza a uzupełnia, podkreśla. Efekty? Jeżeli zaliczymy do efektów np. operowaniem światłem w kadrach, czarno białe ujęcia to tak – efekty są fantastyczne

Gra aktorska

Już w sumie o tym pisałem ale podkreślę: na bardzo wielu płaszczyznach, poczynając od aktorów pierwszoplanowych do w sumie statystów mamy do czynienia z bardzo dobra grą aktorską. Ja nie mam czego tutaj się czepiać.

Chęć obejrzenia ponownie za 2 lata

Duża. Oby tylko znaleźć czas. Czas…

Podsumowanie

Zdecydowanie polecam.

Trailer & Teaser

Zadzwoń do Saula
Zadzwoń do Saula
Zdecydowanie Polecam
Chcesz się dowiedzieć w jaki sposób na stronie RTX Movie Review dokonuje się oceny filmów i seriali? Wyjaśnienie znajdziesz w tym miejscu: Punktacja RTX
10
RTX
NETFLIX ORIGINALS
error: @RTV Movie Review & @retracex.com