Cenzura w Internecie
@pixabay.com/pl/users/paulbr75-2938186/

Cenzura w Internecie. Hipokryzja wylewa się wszędzie.

Cenzura w Internecie. Hipokryzja wylewa się wszędzie. Nośny tytuł, mocne słowa. A problem jest nie tam gdzie myślisz. Przynajmniej nie cały. Przynajmniej nie większość.

Uprzedzam, że to nie artykuł a wręcz felieton. Raczej chodzi mi o długość tekstu. Będzie to snucie opowieści. Podawanie małych elementów z których wyłoni się większa konstrukcja. Zapraszam do lektury a w zasadzie to zapraszam do gorzkiego podsumowania czasów współczesnych.

Cenzura w Internecie według głównego nurtu

Od razu zaznaczam, że nie będę podważał albo wyrażał swoich opinii co do poszczególnych elementów. Dla potrzeby tego artykułu uznaję te poszczególne elementy, o których główny nurt w mediach mówi w kontekście cenzury za fakt. Potrzebne mi a także Wam te założenie do uformowania fundamentu, a raczej punktu odniesienia do analizy, zastanowienia się, przemyślenia do którego zachęcę w dalszej części.

Powszechne są stwierdzenia, że media cenzurują albo są cenzurowane. Są państwa w których każdy przepływ informacji jest kontrolowany. Są państwa gdzie na informację się wpływa. Ostatnie afery związane z np. wyborem Trumpa, zastanawianiem się, czy na wyniki nie wpłynęły służby rosyjskie a później w kontekście końcówki rządów Trumpa powszechne jego cenzurowanie przez np. Twittera postawiły przed światem ważne pytanie. Pytanie na które, oprócz pohukiwań (czy polityków czy części mediów) nie było, nie ma i pewnie długo nie będzie odpowiedzi. Skrótem pytania jest po prostu słowo “cenzura”.  A dlaczego nie ma odpowiedzi?

Z prostej przyczyny – ludzie uznają pewne rzeczy jako oczywiste, albo tak olbrzymie w swej złożoności, że nie mają ochoty rozwiązywać problemu tylko przechodzą nad nim do porządku dziennego. Czasami jeden lub drugi polityk, dla doraźnych celów politycznych nawiąże do tego problemu ale nie dość, że problemu nie rozwiąże to jeszcze nawet nie poda zarysu rozwiązania. Uważny obserwator od razu wie, że to tzw. burza w szklance wody. Takie obrazki to już nasza polska, codzienna rutyna podwórkowa.

Doprecyzuję jeszcze, że ten główny nurt w kontekście cenzury w Internecie to nasza, ogólnoświatowa świadomość. W niektórych przypadkach tylko lokalna (jak np. spór Polski z Facebookiem o czym za chwilę) niemniej nadal słowo “powszechna” ma rację bytu. Jest to coś, o czym wszyscy wiedza, mają świadomość, informacja jest rozpowszechniana i nie jest blokowana.

Twitter ucisza Trumpa

Socialmedia banują polityków! Same te stwierdzenie to zburzenie wszelkich fundamentów demokracji. I, żeby było śmieszniej mówimy o zachodnich socialmediach banujących zachodnich polityków. Nie mówimy o totalitarnym państwie w Afryce. Nie. To są nasze, wysokorozwiniętego pod każdym względem “zachodu”, wymysły.

Jak już wspomniałem wcześniej, świat (zachodu) przyjął te wydarzenie (czyli cenzurę Trumpa) z zaniepokojeniem. Ale nie było zdecydowanej reakcji (bo przecież chodziło o “nielubianego” Trumpa). Zejdźmy na niższy poziom niszczenia “świata zachodu”.

Facebook wyrzuca skrajną prawicę

Wśród kanibali osoba odmawiająca zjadania ludzi też może być uznana za skrajną (np. prawicę). Piszę te przerysowane zdanie by podkreślić, że zawsze liczy się punkt odniesienia i pewne słowa od razu ustawiają mury, okopy i blokują dialog. Tak samo jak używanie słowa “lewactwo” w odniesieniu do np. organizacji dbających o poszanowanie praw pracowników.

Dla mnie pewnym wyznacznikiem podziału, jeżeli już jest to % fejku. Ot taki wskaźnik, parametr o którym napiszę w innym miejscu by tu nie zaburzać ciągłości myśli.

Wracając do Facebooka – usuwają, wyciszają postacie piszące pod swoim imieniem i nazwiskiem lub konta “nickowe” za pewien typ treści a raczej treści wyrażające pewne myślenie. Myślenie odmienne od myślenia większości a być może myślenie odmienne od życzenia by większość tak a nie inaczej myślała.

Polska kontra Facebook

Wolność umieszczania treści przez każdego. Polscy politycy, jak już napisałem wcześniej, dla doraźnych celów politycznych dotknęli problemu, który ich przerósł. I nawet nie zostawili szkicu sensownego rozwiązania.

Australia kontra Facebook

Odpłatność za treści czyli podzieleniem się ogromnym tortem. Mamy rozejm. Według mnie o wiele mniej szlachetna pobudka strony australijskiej, niż motywacje (przynajmniej te ukazywane w pierwszym szeregu) jakie wykazywała strona polska. Mam wrażenie, że efekt końcowy znów ze względu na swoją złożoność będzie uproszczony i wyjdzie potworek. Państwo i korporacja podzielą się torcikiem wypieczonym z ciężkiej pracy szeregowych kowalskich.

Rosja kontra własny obywatel

Pominę kwestię ustawianych wyborów, mordowanie przeciwników politycznych i inne formy państwa nieprawego jakie tam można znaleźć. Największym problemem jest cenzura informacji a wisienką na torcie jest formowanie potworka czyli wewnętrznego Internetu blokującego Internet światowy. Bańka informacyjna. Nawet Chiny tego nie zrobiły a zrobiły bardzo wiele by utrudnić życie obywatelom.

Chiny kontra własny obywatel

I znów nie chodzi o punkty obywatelskie za złe zachowania. Nie chodzi o trzymanie łapy na każdym aspekcie biznesowym w tym kraju. Chodzi o cenzurę informacyjną. Tam media inne niż te działające tylko w Internecie są “pro” państwowe a raczej “pro” partyjne. To chciało osiągnąć ostatnio państwo polskie a raczej partia PiS. W odróżnieniu od Rosji w Chinach Internet jeszcze działa powszechnie. Ale jest mocno cenzurowany. Strony są blokowane i co ważniejsze – wszystko jest monitorowane. Jedna wypowiedź kilkuminutowa nieprzychylna partii i już można pożegnać się z wolnością.

I w tym przypadku też da się zauważyć, że obecnie w Polsce rządząca partia chce skopiować chińskie rozwiązania. Z tym, że w odróżnieniu od cenzury mediów działających poza Internetem w tym przypadku, czyli cenzury Internetu, nie możemy nadal jednoznacznie stwierdzić, czy chodzi o szlachetne pobudki czy nie. Szlachetne pobudki to np. blokowanie stron z treściami pedofilskimi a nie szlachetne pobudki to pójście w kierunku cenzury Internetu nie krok a tysiące kroków dalej.

Nowy świat kontra stary

Stary sposób myślenia jest piętnowany. Gdybym miał to określić jako hetero kontra lgbt to byłoby to wielkie niedopowiedzenie. Stare zachowania uznawane są za obrzydliwe i nieakceptowalne. Problemem jest to, że nadal większość ludzi tkwi w starym świecie. Garstka osób z nowego świata, posiadająca ogromne narzędzia nacisku usiłuje przeprowadzić rewolucję społeczną na potrójnej dawce dopalacza. Dlatego stosowane są metody siłowe. Dlatego stosowana jest cenzura. Uzasadnieniem ma być to, że to dla wyższych celów. Dla lepszego jutra. Mamy ferment (jakież to duże niedopowiedzenie).

Zauważcie, że nie wyraziłem swojej opinii ani o nowym ani o starym świecie. Za to pozwolę sobie napisać to: nie jest istotna ideologia, nie są istotne przesłanki, nie jest istotny cel. Jeżeli wszystko przypomina mi metody zwykłego, obrzydliwego państewka totalitarnego na tronie którego siedzi jakiś dyktator to tym właśnie jest ta ideologia. Totalitaryzmem, dyktaturą a ogólnie rzecz biorąc – zamachem na wolność.

Cel jest ważny ale nie mniej są ważne metody, którymi ten cel się osiąga. A jakoś zapomina się o tym fakcie dość łatwo (i te podsumowanie kieruję do wszystkich stron konfliktu).

Polska kontra TVN

W kontekście “Polska kontra Facebook” to walka rządu PiS z TVN przyprawia mnie o ból. Ból spowodowany śmiechem. Śmiechem wywołanym przez oglądanie cyrku w którym występują idioci. Trudno. Ten, poprzednie i następne problemy są wywoływane przez krótkowzrocznych idiotów. Co by nie było. W tym przypadku to Polska jako kraj jest po złej stronie mocy. To my cenzorujemy. To my usiłujemy wpłynąć na informację. Jeżeli nie na jej treść to na sam fakt czy się pojawi czy nie.

A to już w zasadzie pełna wygrana. Wystarczy pozostawić na rynku tylko jeden typ informacji by być wygranym. Nie trzeba walczyć o to by każde źródło wydalało z siebie tą samą treść. Jeżeli się nie da to wystarczy ograniczyć ilość źródeł do tych “właściwych”.

Słowo “hipokryzja” pasuje tu idealnie.

Cenzura niewidoczna o której wiemy

W mojej ocenie jest ona o wiele niebezpieczniejsza niż ta wymieniona na początku, czyli cenzura widoczna. Jest to proste do wytłumaczenia. W pierwszym przypadku co prawda nie mamy rozwiązania ale widzimy granicę zagrożenia. A to już jest dużo. W drugim przypadku mam wrażenie, że świat nadal radośnie kroczy w stronę przepaści widząc tylko piękny ale fałszywy horyzont.

Google kontra świat

Nie boję się użyć tego stwierdzenia. Tutaj już nie ma miejsca na niedopowiedzenia. Chyba najważniejszą informacją, która ostatecznie spowodowała u mnie wygłoszenie na głos myśli, która wcześniej się rozwijała to była sprawa Google kontra Huawei. A tak naprawdę USA kontra Chiny.

Ktoś kto zwraca uwagę na geopolitykę (i naprawdę nie musi być fanatykiem, ekspertem w dziedzinie) już od dawna zauważył, że czasy USA kontra Rosja dawno się skończyły. Rosja nie jest zagrożeniem dla USA. Od dłuższego czasu to Chiny są najważniejszym rywalem USA. Wojna ekonomiczna, która w przypadku mnie interesującym toczy się rączkami korporacji. Dodajmy, że Google, który zazwyczaj broni swojej niezależności i idzie na wojnę z każdym państwem tutaj ochoczo przystało. Bo interesy były wspólne. A interesem było ubić konkurenta.

I większość społeczeństwa, przełknęła tą informację dość łagodnie. Dość bo, moja jak i wielu użytkowników opinia jest taka że, smartfony od Huaweia były rewelacyjne. Sam mam nadal w pełnym użytkowaniu p20 pro. Fantastyczny produkt, bezawaryjny, śmiga wszystko bezproblemowo do chwili obecnej a zdjęcia robione w lochach duńskich i szwedzkich zamków do dnia dzisiejszego robią na mnie wrażenia.

Efektem końcowym tych międzynarodowych działań było wypadnięcie z rynku Huaweia czego zwieńczeniem było zakup ferm świń przez tego wczorajszego giganta wśród producentów smartfonów.

Cenzura czyli monopol

Ostatnio czytałem artykuł o tym, co by się stało gdyby tak nagle z rynku polskiego zniknął Xiaomi. Czyli kolejna chińska korporacja produkująca smartfony. Sam artykuł, można potraktować jako pewien sygnał, przymiarkę no ale nie będę się bawił w teorię spiskową. Weźmy to co mamy czyli zwykłe pytanie. W artykule tym dobrze zaznaczono jedno: mamy wiele modeli i marek smarfonów ale raptem kilku producentów. A artykuł zadaje pytanie co by było jakby zniknął jeden z wielkich producentów.

Odpowiedź, biorąc wyniki sprzedażowe, jest prosta. Zostałoby raptem dwóch. Apple oraz Samsung.

Rozwińmy artykuł. Co by było gdyby został jeden producent? Pełny monopol. Dzisiaj smartfony to wydatek około 1000 złotych. Piszę “około” myśląc o powszechnych modelach, które są przecież bardzo dobre. Wyobraźmy sobie sytuację, że kilka lat po ustanowieniu monopolu (czyli kilka lat po tym jak doprowadziło się do wypadnięcia z rynku konkurenta) zwycięzca, który został na rynku podnosi cenę bazowego smartfona do 10 000 złotych dodatkowo implementując mechanizmy powodujące jego wyłączenie po roku użytkowania.

Z towaru powszechnego zostałby produkt premium dostępny dla nielicznych.

Informacja to produkt?

Tak też trzeba rozważać informację. Jako produkt. Jako coś obecnie powszechnego, taniego, dostępnego. Jako coś, co za chwilę może być takim produktem premium dostępnym dla nielicznych.

Microsoft kontra świat

Obecnie te stwierdzenie nie ma racji bytu. Gigant został ujarzmiony. W porę. Ostatnio co pamiętam z tego ujarzmiania było wyłączenie ich przeglądarki z systemu Windows. A raczej wyłączenie jej zintegrowania w instalce. Producenci przeglądarek twierdzi, że to nieuczciwe, że Microsoft dostarcza Windowsa wraz z swoja przeglądarką. Bo to na wstępie daje im przewagę na rynku. No niby mieli wygrać.

Niedawno instalowałem sobie Windows 10 i nie wiem jak, nie wiem kiedy ale Edge mam zainstalowany. Oczywiście korzystam z innych przeglądarek bo nigdy produkt od Microsoft nie kojarzył mi się z czymś dobrym, sprawnym, przyjaznym w użytkowaniu. Niemniej zaznaczyłem ten punkt jako pewien początek drogi. Drogi, która kończy się monopolem gigantów przemysłu technologicznego.

I mimo tego ujarzmienia, mimo uwolnienia rynku, mimo braku jakichkolwiek przeciwskazań zauważmy, że swoisty stary monopol się utrzymał. Mamy Windowsa. Mamy Linuxa. I nic więcej nie mamy.

Zauważcie, że napisałem stary monopol. Bo mamy nowy. Z nowym bogiem. Bardziej niebezpiecznym, bo nieujarzmionym w ogóle.

Android kontra świat

Dopiero co pisałem o Google kontra Huawei. Rozwinę tylko tą myśl, że operacja zniszczenia konkurencji się udała bo Google po prostu odciął Huaweia od swojego produktu a w zasadzie produktów. Najważniejszym z nich jest Google Play (sklep z aplikacjami). Android obecnie jest bardzo popularny. Ja sam uważam, że to świetny system na urządzenia mobilne. Jego zaletę czuć właśnie z tym produktem Google. Odcięcie Huawei od tego produktu spowodowały drastyczny spadek zainteresowania smartfonami Huawei. Do tego jeszcze wrócę pod koniec. Na chwilę obecną podsumuję tą część tymi stwierdzeniami:

  • Proste odcięcie od technologii powszechnie przyjętej przez społeczeństwo powoduje umarcie nawet największego, wielomiliardowego giganta w sekundzie.
  • Jakże łatwo doprowadzić do totalnego monopolu w dziedzinie urządzeń mobilnych. Jednym ruchem. Każdego dnia, żyjemy na granicy katastrofy w tej dziedzinie (towar powszechny stający się towarem premium).

Google kontra Seznam

Ogólnoświatowa, amerykańska wyszukiwarka kontra czeska wyszukiwarka. Wiadomo jak walka musiała się skończyć. Ale czy była uczciwa? Nie. Seznam podniósł słuszne argumenty, których treść zbiorcza jest mniej więcej taka: Google wykorzystuje Androida by niszczyć konkurencję. A wykorzystywanie Androida polega na wiązaniu producentów urządzeń mobilnych takimi umowami by tylko produkty Google były preinstalowane. Gdyby producenci zainstalowali produkty konkurencji (aplikacje innych firm) groziło by im to co stało się z Huawei (odcięcie i od Androida i od usług Google – szczególnie chodzi o popularny sklep Google Play).

Agonia (oczywiście nie kompletna tak jak nadal istnieje Huawei) czeskiej firmy przebiegła w ciszy (no może nie lokalnej).

Nie ma Ciebie na Facebook to znaczy, że nie istniejesz

To takie stare powiedzenie. Nowym by było: nie ma Ciebie w Google Play to znaczy, że nie istniejesz. Mówimy w kontekście firm i konkurencji.

Google Play

Pamiętacie sytuacje z polskim radiem “trójką”? Ah, ten zamach PiS na kultowe radio. Te afery, odejścia (i przyjścia). Zniszczenie radia przez ten “obrzydliwy rząd”. Sytuacja z tym radiem obrazuje nam jak mogą przebiegać pewne mechanizmy cenzury. W tym przypadku cenzury państwowej (partyjnej).

Ale jest światełko w tunelu. Jest antidotum dla tej cenzury! Wypączkowały dwa radia internetowe. Nazwijmy je dla potrzeby tego artykułu w uproszczeniu jako radia “opozycyjne”.

Radio 357 kontra Radio Nowy Świat

Radia te muszą nieźle się napocić by utrzymać się za własne pieniążki. Sytuacja z patronami (sponsorami) wskazuje, że ciężko będzie obu się utrzymać. A jeżeli już to będzie to dziadowanie. Dziadowanie możliwe dzięki wolności obywateli. Wolności w dostępie do Internetu i wolności w decydowaniu na co obywatel może wydać pieniądze (a zaznaczmy, że w kieszeni obywatela państwo coraz mniej zostawia pieniążków – ale o tym za chwilę).

A co by było gdyby?

Pamiętacie sprawę Google kontra Huawei (a tak naprawdę USA kontra Chiny)? A co by było, gdyby polski rząd dzięki wspaniałej współpracy z rządem USA (czyli dzięki zakupowi kolejnej tony drogiego, uzbrojonego szmelcu) uzyskał taki “deal”: ze sklepu Google Play robią wypad wszystkie apki “opozycyjnych mediów”.

Cenzura ekonomiczna a cenzura informacyjna

Warto w tym miejscu przystanąć. Zaczerpnąć tchu. Obróćmy w umyśle tą myśl. W dzisiejszych czasach, globalizmu i korporacyjnego monopolizmu te cenzury są ze sobą nierozerwalnie splecione. Jedna z cenzura wynika z drugiej i odwrotnie. Samonapędzające się mechanizmy. Przy częstym udziale państwa. Zagrożenie jest realne.

Mam też taką myśl. Często obecnie widzę, jak jakieś państwo walczy o możliwość “współudziału” w zbrodni popełnianej na ludzkości jaką jest cenzura.

Państwo a korporacje

W nie tak dawnych czasach to państwo miało monopol. Monopol na chociażby cenzurę. Obecnie to korporacje wywalczyły sobie taką pozycję na świecie, że dostarczyły produkty i uzależniły od nich populację do tego stopnia, że mogą bawić się w państwo. Państwa korporacyjne bawią się w cenzurę. Czasami przy współudziale państwa w dawnym tego słowa znaczeniu.

Zarzućmy tą myśl. Rozwinięta już dostatecznie. Idźmy dalej głównym torem by nie zaburzać przekazu.

Cenzura, którą zaakceptowaliśmy

Ciekawe czy zdajesz sobie sprawę z jej istnienia. Ona jest tak powszechna, że nawet na nią nie zwracasz uwagi. Co więcej, jakby ktoś wymusił na Tobie chwilę zastanowienia, podając Tobie argumenty do przeanalizowania to byś nie uwierzył. Dlatego, że wierzysz w narrację, że co by nie było to “to jest dla Twojego dobra”.

Wyszukiwarka Google

Dopiero co pisałem o walce Google z czeskim Seznamem. Dopiero co pisałem o wykorzystywaniu Androida przez Google jako strzelby z której strzela się do konkurencji. I mamy takie coś, jak ich pierwotny produkt czyli wyszukiwarka. Ja jako nie tyle autor ale właściciel tej strony internetowej mam większe rozeznanie niż zwykły tak zwany zjadacz chleba (i zapewne zdecydowanej większości dziennikarzy).

W dawnych czasach SEO czyli pozycjonowanie strony czyli sprawienie by była w top 10 (najlepiej w top 3) wyników wyszukiwania wyglądało dość topornie i dość siłowo. Liczyły się prostackie zagrywki. Adres strony internetowej (domena) najlepszeznaczkipocztowezbrazylii.pl była świetna dla każdego, kto chciał sprzedawać znaczki pocztowe z Brazylii. Sama nazwa dawała duży ruch bo o takie parametry był oparty tajemniczy algorytm wyszukiwania. Ogólnie były to czasy gdzie ilość znaczyło więcej niż jakość.

Później nastały chyba najlepsze czasy czyli pewne okrzepnięcie. Okrzepnięcie i tego tajemniczego algorytmu a także samego rynku. W każdych czasach dało się i będzie dało się oszukiwać algorytm więc nie zawsze najlepsze wyniki wyszukiwania będą wskazywane.

Rozumiem, też, że nie ma szans by Google zatrudnił 400 milionów ludzi by fizycznie wchodzili na strony internetowe, przeglądali je i oceniali treść merytoryczną, dawali punkty i umieszczali na różnych pozycjach wyszukiwania. W skrócie: nie ma szans by człowiek fizycznie sprawdził jakość całego Internetu.

Dlatego rozumiem ten automatyzm. Ze względu na niedoskonałość wczesnych algorytmów wyszukiwania rozumiem też, dlaczego musiały się zmieniać. I dlaczego zmieniały się pozycje stron internetowych. Dlaczego zmieniło się SEO.

Był taki czas, że wszystko było zgrane dość dobrze. Nie był to czas idealny ale dobry. Prawie najlepsze wyniki wyszukiwania, prawie najlepiej działający algorytm, szanse na zawalczenie w Internecie od zera o bycie (lub nie bycie). Podkreślę – każdy miał szansę by zaistnieć (jeżeli włożył trochę wysiłku, pieniądze nie były potrzebne).

Ale coraz bardziej modyfikowano algorytm. Teoretycznie dla naszego dobra.

I sam prawie bym w to uwierzył. Gdyby nie dwie zmiany. Jedna już działa w pełni, druga też ale brakuje jej domknięcia.

Im lepszy link zwrotny tym wyżej

Linki zwrotne (backlinki) zawsze się liczyły. A co to jest? Jest to odniesienie na stronie internetowej do treści. Mogą być wewnętrzne czyli to są odniesienia do treści na tej samej stronie internetowej (np. taki: polecam moją recenzję filmu Horror The Thing. Coś co mnie zachwyca. RTX 10) lub zewnętrzne czyli odniesienia do treści na innych stronach internetowych (np. takie coś: najlepsza lista gazet na świecie).

Linki dzielą się na dofollow i nofollow czyli niosące moc i nie noszące mocy. O co chodzi? Automatyczne roboty wysyłane przez wyszukiwarkę po linkach dofollow z jednej strony trafiają na inną. Jak widzą link nofollow to nie idą. A jak idą to oznacza, że strona z której wyruszyły uznała, że warto. A jak warto to oznacza, że cel podróży jest cenniejszy. A jak cenniejszy to warto umieścić go wyżej w wynikach wyszukiwania.

Parametrów, które się liczą w SEO (czyli by strona internetowa była jak najwyżej w wynikach wyszukiwania) jest dużo. Niektóre straciły na znaczeniu, inne zyskały a inne są nowe.

Mam nadzieję, że przebrnęliście te zwolnienie akcji w snutej opowieści o cenzurze ale te bazowe minimum wiedzy jest potrzebne by zrozumieć sytuację.

Jak wspomniałem, linki zawsze się liczyły. Zawsze były legalne lub niezbyt legalne techniki by ich zdobyć dużo. Były (i nadal są) miejsca gdzie można je po prostu kupić. Tendencja jest taka, że rynek się zamknął. Coraz więcej właścicieli stron internetowych zdało sobie sprawę, że nie mogą ot tak otworzyć swojego podwórka dla każdego. Bo im więcej dają tym więcej tracą. W skrócie: kosztem jednej strony internetowej druga może się wybić.

I temu miał służyć algorytm. By stało się jasne, żeby zadbać o swoje podwórko. Zresztą poprzednie zmiany doprowadzały do wymuszenia polepszenia jakości treści pojawiającej się w wynikach wyszukiwania.

I przez krótką chwilę, w Internecie nastała swego rodzaju równowaga. Nie było idealnie ale wyniki wyszukiwania podawały wiele różnych stron z ciekawymi, często unikatowymi informacjami lub unikalnym podejściem do ich interpretacji.

Obecnie sytuacja jest przegrzana. Doszło do tego, że królują płatne artykuły. Sponsorowane. Ogólnie trzeba mieć pieniądze na promocję swojej strony internetowej. Na tym zyskuje sam Google bo coraz więcej warta jest u nich reklama. Możliwe, że to jedyna szansa by być w top 10 (a wyniki reklamy są na samej górze).

Wielu powie, że widzę problem tam gdzie go nie ma. Otóż jest problem. Problem z dostępem do treści oraz problem z dostarczaniem treści. Nastał okres pewnego rodzaju cenzury. Ekonomicznej. Oczywiście wielu tego nie widzi. Mamy onet, mamy wp, mamy interię. Mamy odmiany xxxweb.pl (w xxx wstaw coś).

Pamiętacie początek tego artykułu? Polska kontra TVN. Pisałem o próbie ograniczenia źródeł informacji tylko do tych, z których wychodzi ta sama treść. Ja osobiście mam coraz częstsze wrażenie, że obracam się w malejącej bańce informacyjnej. Ciężko mi znaleźć informacje a te różne strony internetowe przekazują to samo tylko inaczej opakowane. Coraz mniej do przeczytania, coraz mniej do dowiedzenia się.

I przyczyną tego stanu jest monopol Google. Korporacja zawalczyła o rynek wyszukiwania, zwyciężyła, zmonopolizowała go a jej próby monetyzacji tego rynku (czyli zarobienia na biznesie) doprowadziły do zawężenia Internetu do tak zwanej telewizji śniadaniowej (podobne tematy o niczym).

Im szybciej tym lepiej

Szybkość dostępu do treści to kolejny parametr w algorytmie wyszukiwania. Teoretycznie jest to słuszne i zrozumiałe. Warto byśmy my, użytkownicy mieli zagwarantowane, że informacje otrzymamy szybko. Czyli, mówiąc kolokwialnie, strona nie muli. I jak do tej pory system działa (ale nie jest doskonały). Właściciele stron internetowych muszą zwracać uwagę na jakość swoich stron internetowych. Silniki stron muszą być sprawne, muszą chodzić na dobrych serwerach a same treści nie mogą obciążać.

Napisałem, że sytuacja jest prawie doskonała. Nawet teraz jest jakaś forma cenzury bo kogo stać na początku swojej drogi blogera na naprawdę dobry serwer? Niemniej to ma się pogorszyć.

Czytałem artykuł, że dostawcy Internetu chcą zrobić zróżnicowanie szybkości pod względem pobieranej treści. I może się okazać, że np. blogi o smartfonach będą zakwalifikowane do półki niskiej prędkości a blogi o spodniach do półki z wyższą prędkością. Teoretycznie na wyniki wyszukiwania nie powinno to mieć wpływu ale będzie bo jest i koło ratunkowe (dla bogaczy).

Właściciel strony internetowej zakwalifikowanej do niskiej prędkości będzie mógł się wykupić i przenieść do wyższej półki. A jeżeli tak to jeden blog o smartfonach będzie dostępny na wysokiej prędkości a drugi na niskiej.

Dorzućmy do tego algorytm Google i mamy cenzurę ekonomiczną. To jest śpiew przyszłości. Bliskiej i smutniejszej.

Cenzura postępująca

Znów chwila przerwy. To co pisałem do tej pory miało tylko Wam uświadomić o powszechności cenzury a także o tym, że ona postępuje. Motorem nasilającym ten proces jest ekonomiczne parcie ze strony korporacji, które osiągnęły status międzynarodowego monopolisty. Ale czy to jest cała cenzura? Czy tylko te korporacje są tymi złymi (pominę państwa narodowościowe)? Nie. Wielu właścicieli stron internetowych też bawi się w cenzurę.

Cenzura u podstawy

Pisałem na początku o tym “złym” Facebooku i Twitterze. Społeczeństwo ustami polityków (albo politycy ustami polityków) żąda by była nieograniczona możliwość umieszczania treści. Ale w przypadku pomniejszych, lokalnych serwisów żądań nie ma.

Antyweb i cenzura

Ja żądam by moje komentarze na antywebie, które są obszerne, pozbawione linków do innych stron, merytoryczne, wytykające błędy autorów artykułów nie były oznaczane jako spam lub wprost usuwane. Żądam by nie stosować na tym portalu cenzury!

Film.org i cenzura

Ja żądam by moje komentarze na film.org, które są obszerne, pozbawione linków do innych stron, merytoryczne, wytykające błędy autorów artykułów nie były oznaczane jako spam lub wprost usuwane. Żądam by nie stosować na tym portalu cenzury!

Współczesne dziennikarstwo

Nie istnieje. Jest to smutny fakt. Wszystko zmarniało. W latach 90tych zaczytywałem się gazetami. Miałem co poczytać. Było długo i treściwie. Teraz ciężko znaleźć coś dobrego. Jest to wina Google ale też i samych serwisów. To też jest wina ogólna współczesnych czasów. Szybkość, przepracowanie, brak czasu na gotowanie. Pudełkowe żarcie. Fast food.

Fast food informacyjny

W dawniejszych czasach duży portal informacyjny miał bloki. Blok szybkich informacji (i z racji, że było szybko to były krótkie) oraz blok normalnych informacji, które z racji dłuższego przygotowania do publikacji były obszerniejsze, pełniejsze, do przemyślenia. Obecnie obojętnie o czym pisze dany duży portal informacyjny to wszystko wygląda jak news z ostatniej chwili. Prawie nic się nie dowiadujemy i na pewno zapominamy w momencie przechodzenia do lektury kolejnego super newsa.

Coraz powszechniejszą praktyką są artykuły na bazie wypowiedzi osoby. Ktoś napisał zdanie na twitterze i robiony jest artykuł. Kilka zdań poprzedzających, konkretny twit i kilka zdań kończących. Tak aby odwalić minimalną liczbę znaków w artykule (tak, to jeden z parametrów algorytmu wyszukiwania Google). Dodać zdjęcie i produkcja następnego newsa tą samą techniką.

Coraz częściej trafiamy na sytuację, że na przykład aktor udzielił wypowiedzi. Ot. 10 zdań o czymś. I dany portal robi z tego serię artykułów. Aktor X powiedział to (1), Aktor X powiedział to (2), Aktor X powiedział to (3).

Parszywe czasy

Żyjemy w parszywych czasach. Czasach w których mamy technologię by dostarczyć każdego typu informację do każdego zakątka świata a tak ograniczyliśmy tą możliwość, ze dostarczamy niestrawnego fast fooda. Co więcej. Zrobiliśmy wszystko by ograniczyć śmiałkowi szansę by dotarł do czegokolwiek lepszego. A jeżeli śmiałek postanowi cokolwiek samemu dostarczać to zrobimy wszystko by nikt tego nie otrzymał.

Biznes poza Internetem

Czy to nie dziwne, że wszelka działalność poza Internetem, jest tak szeroko uregulowana i jest duża szansa by człowiek mógł odnieść szansę ze swoim biznesem. Czemu natomiast wszystko jest wywrócone jeżeli chodzi o Internet? Monopol to zło.

Hipokryzja to zło

Hipokryzja mediów jest jeszcze gorsza. Ostatnio czytałem komentarz na spiderswebie, pod artykułem o potrzebie eko. Kolejnym artykule o tym jak eko jest ważne. A komentarz do tego artykułu był trafny. Jak na tym portalu mogą ronić krokodyle łzy nad eko (dodajmy – co chwilę) jak ciągle puszczają też artykuły o tym jaki fajny jest najnowszy, najdroższy kolejny “ajfon” (który na eko nie ma zbawiennego wpływu przecież).

Hipokryzja mediów objawia się najbardziej w ich szybkości cenzury. Cenzury w komentarzach. Jeżeli czytam artykuł sponsorowany i dam mój komentarz jasno dający wyraz mojej dezaprobaty o treści “artykuł sponsorowany” i jeżeli ten komentarz jest natychmiast usuwany to co ja mam myśleć o “zespole redaktorskim”? To akurat ostatni na spiderswebie mnie spotkało.

Spidersweb i cenzura

Ja żądam by moje komentarze na spidersweb, które są obszerne, pozbawione linków do innych stron, merytoryczne, wytykające błędy autorów artykułów nie były oznaczane jako spam lub wprost usuwane. Żądam by nie stosować na tym portalu cenzury!

Co to są media informacyjne?

Zapewne w powszechnej opinii są to (pomijając radio i telewizję oraz gazety w papierowej formie) wszelkie portale informacyjne oraz często portale pokroju antyweb, spidersweb. Czy X-Kom jest takim medium informacyjnym?

X-Kom i cenzura a raczej podejrzenie

Ostatnio wybuchła afera. Słuszna. X-Kom wystawił na sprzedaż za ciężkie pieniążki Diablo II. Z tym, że nie uprzedził, że to stare Diablo II a nie te nowe, odświeżone. No i użytkownik napisał komentarz pod produktem Bardzo stonowany. Padło tam na koniec stwierdzenie “Not cool
X-KOM :(“.

To czy afera faktycznie była czy nie była jest mniej istotne niż to, czy doszło do usunięcia negatywnych w stosunku do X-Kom komentarzy czy nie doszło.

Z jednej strony utrzymał się do chwili obecnej (pisania tego artykułu) komentarz o którym wspomniałem (tu link do gry gdzie można znaleźć ten komentarz wraz z odpowiedzą X-Kom).

Z drugiej strony jest poważny zarzut. Zarzut, ze X-Kom pousuwał inne komentarze. Że X-Kom zabawił się w cenzora (link do zarzutu). I nie mówimy o jakimś komentarzu umieszczonym na portalu typu wykop (pozdrawiam społeczność – jeszcze do wykop wrócę w tym artykule). Zarzuty postawił autor, dziennikarz (w rozumieniu obecnych czasów) portalu. A to już (kolokwialnie) “grubo”.

Mediami informacyjnymi są…

Wracając do zadanego kilka akapitów wcześniej pytania. Czym są (internetowe) media informacyjne? W obecnych czasach, według mnie takimi mediami jest każde miejsce do wyrażania opinii. Każde miejsce gdzie może toczyć się dyskusja. Każde miejsce gdzie można zastosować cenzurę.

Nie jest istotne, czy to sklep internetowy czy blog babuni o kiszeniu ogórków. Jak dajesz możliwość wypowiedzenia się użytkownikom i masz możliwość ich ocenzurowania – jesteś medium informacyjnym. Wyobraźmy sobie sklep internetowy z butami. Działający od wielu lat. Gdzie jest możliwość komentowania a wręcz dyskusji pomiędzy użytkownikami. Ileż informacji (co prawda o zawężonej tematyce ale jednak) narosło w tym sklepie i ile każdy kolejny użytkownik może się dowiedzieć.

Oczywiście każdy, internetowy portal informacyjny gdzie nie można komentować ale są podawane informacje (które też można ocenzurować) jest też medium informacyjnym.

Mi chodzi o podkreślenie, że każdy kto wytyka cenzurę jednym a sam ją stosuje jest zwykłym hipokrytą. A jeżeli tak to jest niewiarygodny w całej swej rozciągłości. Tak samo niewiarygodny jak jednoczesne płakanie nad zanikaniem lasów deszczowych i przyjmowaniem kasy od linii lotniczych za artykuły sponsorowane lub chociażby zwykłe ich reklamy.

Algorytm wie co lubisz

Ostatnio przetoczyła się kolejna fala dyskusji na temat filmów o superbohaterach. Że to kalka kalki, kolejne kopiuj wklej, że nic nie wnoszą, nie powodują przemyśleń, że ubożeje kinematografia, że algorytm wyliczył co się spodoba czyli co się sprzeda czyli algorytm wie, że ludzie lubią fast fooda i disco polo. I w sumie to nie jest problem sam w sobie.

Są różni ludzie, różne potrzeby. Każdemu trzeba dostarczyć strawy. Problemem jest wypieranie. Fast food wypiera zdrową żywność (w odniesieniu do sytuacji w kinematografii). Dlaczego? Bo na wszystko nie starczy pieniędzy. A jeżeli nawet to są dziedziny kinematografii gdzie się nie zarobi, gdzie trzeba dopłacić. A jeżeli tak to brakuje nam mecenatu.

Dawny mecenat

Czyli sponsoring. Bogaci wysoko urodzeni sponsorowali twórców dziedzin wszelakich. Tak powstawały najwspanialsze dzieła. Często dostępne do podziwiana dla ogółu.

Współczesny mecenat

Pomoc państwa polskiego uschła. A jeżeli już to powstają dzieła wątpliwej jakości. Pominę PRL i działanie tamtego państwa, bo to różnie może być interpretowane (ale osobiście uważam, że wiele wspaniałych dzieł polskiej kinematografii pochodzi właśnie z tamtego okresu). Współcześnie mecenat prawie nie istnieje. Istnieje za to wielkie żebranie a z powodu żebrania wynikają niedostatki, które widoczne są w dziele końcowym. Jeżeli już, to finanse znajdują się na coś co ma gwarancję sprzedaży. Stąd wysyp kolejnych, polskich komedyjek.

Netflix a mecenat

Wielokrotnie w różnych miejscach do tego nawiązywałem. W moich oczach Netflix jest takim współczesnym mecenatem w dawnym, renesansowym stylu. Znajduje pieniądze na wiele produkcji krajowych. Inwestuje w kinematografię światową ale nie tą w stylu holywoodzkim, masowym. Tą w stylu kina europejskiego z tym, że w skali globalnej. Zarzutów (w tym słusznych) można postawić Netflixowi wiele. Ale (przynajmniej ja) doceniam ten ich wysiłek. Szkoda tylko, że jak rozmyślam nad wpływem Netflixa na świat kultury to pojawia mi się niemiła myśl “ostatni Mohikanin”.

Kulturalny fast food

Wspominałem o filmach o superbohaterach. Te klony wyliczone przez algorytmy. Sztuka ma przeróżne oblicza. Oddawanie kału i rozmazywanie go na sobie, rozkraczanie się i ukazywanie sromu. Przeróżne formy i odmiany takich zachowań składają się na współczesną sztukę. Krzykliwą, szybką, zaogniającą, ustawiającą społeczeństwo w przeciwnych obozach. To nie jest sztuka w dawnym stylu. Wolno dojrzewająca, wolno wykuwana a także ponadczasowa, zapamiętywana na całe życie.

Współczesna sztuka jest szybka. Jest bardzo podobna do artykułów, które mają clickbajtowe tytuły czyli takie przyciągające, szokujące ale też i oszukujące bo w treści artykułu już nic takiego nie ma. Krzykliwe neony sztuki rozumianej jako przekazy informacji. Krzykliwe neony informacji. Cenzurowane.

Kultura obrazkowa

Z jednej strony mogę piać z zachwytu. Celność, ironia, kąśliwość, inteligencja. To są częste cechy towarzyszące tym stworzonym mikro dziełom w Internecie. Z drugiej strony to obraz upadku przekazu informacji. Szybko, jednozdaniowo. Zasiać ferment, zaprosić do zaognionej ale błyskawicznie kończącej się dyskusji. Mem za memem. Setki codziennie. Szybko wejść, trzasnąć komentarz i kolejny. I kolejny.

Coś co widzimy na demotywatorach a co wyśmiewamy w tym naszym światku pseudo wyższej kultury jest przecież tak powszechne w …

Kultura memowa w socialmediach

A zaczyna się prosto. Poradniki jak skroić obrazek by ładnie wyglądał. Jak otagować. I co napisać w tych resztkach miejsca co zostało w tej “zajawce” postu.

Strasznie dużo wysiłku wkłada się to by opakować informacje. Zostaje już mało sił by ta informacja była wartościowa. W tym oceanie szokujących tytułów i obrazków obrazujących artykuł aż nie wypada, pokazać coś zwykłego. Jak przebić szok? Większym szokiem? Ileż można…

Wspomniałem (już można śmiało napisać) dużo wcześniej, że (już tak sumarycznie) jak nie ma Ciebie w socialmediach to nie istniejesz. Więc każdy, z wywalonym językiem i pietyzmem skleca te zajawki postów. Pytanie tylko po co.

Mój eksperyment na Facebook czyli viral post!

Strona internetowa. Kilka artykułów by na stronie głównej wyglądało tak, że jest to portal z głębią (a to tylko fasada). Z wywalonym językiem i pietyzmem skleciłem zajawkę posta na Facebooka. Po kliknięciu zajawki wrzucało do tej strony internetowej na najbardziej gorący artykuł. Na stronie podpięte adsense.

Puściłem posta na Facebooka. Wykupiłem reklamy promujące. Cel główny – zarobić więcej niż się włożyło. Ruch przeogromny. Adsense zwróciło mi koszty. Ale sobie analizuję. Cel drugi to właśnie badania nad zachowaniem ludzkim. I co się okazywało?

Zajawka posta udostępniana, komentowana BEZ  wchodzenia do artykułu. Wystarczyło szokujące zdjęcie z szokującym tytułem. Facebookowy mem. Obracany i komentowany. Ale nie sprawdzany. Nie jest to obraz społeczeństwa, który napawa mnie dumą. I pytanie jest zasadnicze.

Jajko czy kura?

Czy to nasze społeczeństwo pod naporem współczesnych wymagań, pracy w różnym wymiarze czasu, tego przeciążenia spowodowanym brakiem czasu, tego pędu, czy takie właśnie społeczeństwo wymusiło zmianę zachowań korporacji i wymusiło powstanie nowych fast foodów skrojonych na potrzebę teraźniejszej chwili czy to korporacje nas, społeczeństwo uformowały na swoje potrzeby. Czy to korporacje wdrukowały w nas te potrzeby fast fooda? Jaka by nie była odpowiedź jedno jest pewne – zdziadziało wszystko.

Jednak odpowiedź jest ważna

Ważna z prostej przyczyny. Jeżeli to my, społeczeństwo doprowadziliśmy do własnej zguby to ja ratunku z tej sytuacji nie widzę. Jeżeli to siły zewnętrzne (firmy, państwa) nas uformowały to może, może jest szansa by proces odwrócić. By zawalczyć o lepszą przyszłość z nieograniczonym dostępem do nieograniczonej, wartościowszej informacji. Czy da się odpowiedzieć na te pytanie? Czy jest jakiś papierek lakmusowy?

YouTube kontra TikTok

Walka dawnego stylu robienia treści z nowym trendem. W dawnych czasach, by zaistnieć na YouTubie i by utrzymać się i by zdobywać nowych obserwujących i oglądających trzeba się było napracować. Dosłownie. Napracować. Zauważmy, że jest użyte słowo praca. Zdecydowana większość YouTuberów którzy się utrzymują z robienia filmików i ich publikacji na YT pracuje.

Jako osoba (niezarobkowo) tworząca filmiki na własny użytek (do wykorzystania na wielu stronach internetowych) wiem ile czasu to zajmuje. I ile pieniędzy potrzeba by powstało coś dobrego jakościowo.

Powstanie TikToka otworzyło rynek dla całej rzeszy “amatorów”. Z jednej strony to dobre, bo większa liczba osób ma możliwość ekspresji własnych myśli (liczy się tylko ta ekspresja, która dociera do innych – pamiętajmy) ale z drugiej strony to źle, dlatego, bo doszło już do całkowitego zaniżenia pewnych standardów. W mojej ocenie zbliżyliśmy się do poziomu serwisu “jebździdy” gdzie na szybko sklecony obrazek, z wymiocinami lub kupą, okraszony dwoma słowami zdobywa uznanie. Fast Food podlej jakości. A wydawało by się, że gorzej być nie może.

Widoczne staje się oddziaływanie TikToka na YT. Chodzi o kasę (TikTok ją zarabia). A kasa w współczesnym świecie to jedyna siła, jaka zmienia trendy obecnie. Wychodzi na to, że ludzkość sama nurza się w błocie, lubi to a także wymusza by każdy te błoto dostarczał. Widać to w tych szybkich i licznych “niusach z pupy”, które wypełniają wszelkiej maści serwisy (od poważnych do niepoważnych, od znanych po mniej znane). Mi jako osobie szukającej czegoś więcej do przeczytania jest po prostu trudniej (to jedna z przyczyn prowadzenia tej strony internetowej – jeżeli nie mogę gdzieś czego przeczytać – napiszę o tym czytając to co piszę).

Ostatnie podpunkty

Poniżej zamieszczę ostatnie myśli związane z tym co widzę obecnie na świecie a pasujące do poruszonej w tym artykule tematyki.

Wykop (efekt)

Korzystam. Udzielam się. Czasem się denerwuję. Mimo wielu negatywnych rzeczy jakie obserwuję na tym serwisie uważam, że to ostatni bastion. Ostatni bastion jeżeli chodzi o agregator treści (liczna grupa użytkowników czasem wynajduje takie rzeczy, że sam nigdy bym tego nie znalazł) a także jeżeli chodzi o dyskusję. Często spotykam opinię, że użytkownicy wykopu to szambo ludzkości. Ja zawsze mówię: nie liczy się setka idiotycznych komentarzy z 1 plusem a liczy się jeden z tysiącami plusów. Zazwyczaj ten jeden komentarz bywa mądrym, logicznym, życiowym. Ja problemu nie widzę.

PlayStation

Przyzwyczailiśmy się do tego, ze dla tej konsoli są robione gry dedykowane, gry premium, gry zastrzeżone tylko dla tej konsoli. To dawne, biznesowe techniki cenzury. Oczywiście, można popatrzeć na to, że firma chce związać klienta, przyciągnąć czymś unikatowym. Ale ja widzę w tym cenzurę.

Współczesna Cenzura – podsumowanie

Gdy tak pisałem ten artykuł, doszedłem do wniosku, że ta cenzura jest wszechobecna. Cenzura w czasach wolnych była od dawna ale było jej niewiele albo była zrozumiała dla klienta, odbiorcy. Obecnie, ta wszechobecna cenzura jest już takich rozmiarów, że stanowi poważną kotwicę hamującą rozwój ludzkości. Bo rozwój ludzkości to wymiana myśli. Jeżeli ją blokujemy na zwykłych poślednich serwisach typu film org, antyweb, spidersweb jest już bardzo źle.

To, że ta cenzura jest na tak wielu poziomach jest złe. Ale ta hipokryzja serwisów w Internecie dotycząca cenzury jest nieznośna. Tak samo nieznośna, jak otaczająca nas rzeczywistość ulepiona z “niusów z pupy”.

error: @RTV Movie Review & @retracex.com